Dyslektyk czy leń? Jak odróżnić dysleksję od innych problemów
Wielu rodziców uważa, że bycie dyslektykiem ułatwia przebrnięcie przez szkołę, usprawiedliwia wiele potknięć i niedociągnięć dziecka, a także jest świetną zasłoną dymną dla leni. Dysleksja jest też wytłumaczeniem dla mamy i taty, którzy nie zawsze mają chęć pracować nad problemami swojej pociechy. Coś, co nie raz bierzemy za dysfunkcje w nauce, jest zwykłym niedociągnięciem pogłębionym często przez niepewność dziecka.
Jednym z problemów, jakie dręczą uczniów i dają mylne objawy dysleksji, jest krótka pamięć. Niewyćwiczone szare komórki chętnie przechodzą w stan uśpienia stając się przyczynkiem powstawania trudności łudząco podobnych do dysleksji. Dziecko ma problemy z czytaniem, pisze z błędami, a brak sukcesów szybko je zniechęca. W jaki sposób zachować w głowie coś, co natychmiast z niej ulatuje podobnie, jak para z niedomkniętego czajniczka? Dlaczego tak się dzieje, że młodzi ludzie nie potrafią dziś powtórzyć numeru własnego telefonu, nie mówiąc już o tabliczce mnożenia lub prostych informacjach z dziedziny geografii czy fizyki?
Często słyszy się opinię, „że kiedyś nie było dysleksji, a teraz to wymyślili, żeby lenia wytłumaczyć”. Była, tylko inaczej ją postrzegano, a system ćwiczenia pamięci skutecznie eliminował fałszywe jej objawy. Wiele lat temu, kiedy nasze babcie wbijały sobie do głowy słowa prostych wyliczanek i śmiesznych wierszyków, a niepisanym obowiązkiem każdej nastolatki było znać na pamięć niesłychaną ilość „złotych myśli”, niechcący i przypadkiem rozwijały sobie pamięć. Żelaznym elementem lekcji języka polskiego był punkt: „proszę nauczyć się na pamięć wiersza... (i tu następował numer strony oraz imię i nazwisko autora)”. Nikt nie narzekał, że za dużo i że „na wczoraj”, nie protestował i nie marudził, że jutro klasówka z historii, a zbyt wiele na raz nie wolno zadawać, bo to nie jest zgodne z Kodeksem Ucznia. Każdy kuł wieczorem wers po wersie, żeby na drugi dzień wyrecytować jednym tchem cały utwór przed klasą. Następnego dnia trzeba było nauczyć się na pamięć kilkudziesięciu słówek z języka francuskiego, budowy szkieletu królika i kilku innych, z pozoru zbędnych rzeczy. Jednak wyćwiczona pamięć zdecydowanie lepiej borykała się z odróżnieniem „h” od „ch”, czy „rz” od „ż”, łatwiej przyjmowała zasady pisowni i znajdowała zastosowanie dla regułek.
Niektóre trudności w pisaniu typu „połykanie” końcówek, błędne odczytywanie poleceń czy złe zapisy głosek miękkich, mogą być objawem niedosłuchu u dzieci. Byle przeziębienie, zaniedbane zapalenie ucha czy gardła, może prowadzić do zmian w przewodzie słuchowym, które utrudniają przenikanie dźwięków. Dziecko źle słyszy i stąd błędny zapis ń – ni, albo ę – en, lub –em czy ą – on, czy – om. Zanim wybierzemy się z dzieckiem po pomoc do poradni psychologiczno-pedagogicznej, warto odwiedzić gabinet laryngologiczny lub audiologiczny, w którym możemy za darmo wykonać badanie słuchu u dziecka.
Uczeń, który ma problemy ze słuchem często wygląda na „wyłączonego” mimo, że uważnie patrzy na osobę, która do niego mówi, nie bierze udziału w lekcji, ani w zabawach z rówieśnikami. Rodzice nie zauważają w domu żadnych niepokojących objawów i zdarza się, że nie chcą przyjąć do wiadomości, iż ich dziecko może mieć kłopoty ze słuchem: „przecież w domu wszystko jest w porządku!” Tak, w domu, gdzie nasz głos jest jednym z niewielu źródeł dźwięku, ucho naszego dziecka wychwytuje go bez problemu, gorzej w szkole czy na ulicy. Ucho pracuje na różnych częstotliwościach, odbiera dźwięki zarówno te niskie, jak i wysokie. – „Dlaczego nie słyszę pani od historii mimo, że ta mówi głośno i wyraźnie” – pyta Bartek – „a świetnie rozumiem co mówi do mnie pan od matematyki, przecież on mówi cicho?” Bo tak pracuje ucho Bartka i nie od jego sympatii do matematyka zależy czy się rozumieją, czy nie... Odrębnym problemem jest występowanie dysleksji u dzieci z niedosłuchem lub innymi wadami. Wtedy mówimy o dysleksji, jako dysfunkcji towarzyszącej lub wtórnej.
Długotrwała choroba, częste przeziębienia, nawet zwykłe wyjazdy z rodzicami po zakupy czy wizyty u babci, mogą być wytłumaczeniem nieobecności dziecka na zajęciach w szkole. Powstają dziury w wiedzy, które nieuzupełniane prowadzą do kłopotów, z którymi dziecko nie może sobie poradzić samo. Powiększają się zaległości, a w dziecku kiełkuje nowe doświadczenie, że wystarczy nie być w szkole, aby niewiedza była usprawiedliwiona, wystarczy znaleźć logiczny powód absencji. Jedna nieobecność, druga, potem kolejne i zaczynają się trudności w nauce, coraz gorsze oceny, niechęć do nauki i w końcu pada ze strony rodziców podejrzenie: „a może ty jesteś dyslektykiem, że tak ci ciężko nauka idzie?” Naukę można porównać do maszyny pełnej trybów, przekładek i zębatych kółek, jeśli jednego z elementów zabraknie, to cała konstrukcja przestaje funkcjonować, a trudności w nauce spowodowane nieobecnościami w szkole, nijak się mają do dysleksji.
Katarzyna Lewańska-Tukaj
Pedagog, specjalista w zakresie trudności w nauce


