Dysleksja, o co w tym wszystkim chodzi?
Jeśli nasza pociecha zaczyna mieć trudności w nauce, z niechęcią uczestniczy w zajęciach szkolnych, a w domu unika odrabiania lekcji, to zaczynamy szukać przyczyny takiego stanu rzeczy. Rozmawiamy z naszym dzieckiem, kontaktujemy się z nauczycielem, pedagogiem szkolnym, a w końcu odwiedzamy poradnię psychologiczno–pedagogiczną, gdzie dziecko poddane zostaje badaniom. Kiedy po kilku tygodniach otrzymujemy z poradni pismo, w którym wyraźnie stoi: „Orzeka się dysleksję”, zaczynamy sobie zadawać pytanie czy czasem coś nam nie umknęło, czy przypadkiem nie przeoczyliśmy czegoś, co mogło być symptomem nadciągającej burzy. Często bywa tak, że zachowanie naszego dziecka nie wskazuje na to, że kiedykolwiek może ono mieć kłopoty z nauką, a nie raz jest tak, że pierwsze symptomy dysleksji po prostu lekceważymy, uważając je za lenistwo lub skutek nieharmonijnego rozwoju. Czy możemy coś zrobić dla naszego dziecka zanim okaże się, że jest dyslektykiem? Oczywiście, że tak. Wystarczy bacznie obserwować jego rozwój i odpowiedzieć sobie na kilka pytań.
Czy nasze dziecko:
- urodziło się o czasie, z właściwą wagą urodzeniową i bez komplikacji?
- nie raczkowało lub raczkowało słabo?
- a może uczyło się chodzić w chodziku?
- ile punktów w skali Apgar dostało po urodzeniu – sześć lub mniej?
- czy chętnie rysuje i rozwiązuje rebusy?
- bez problemu nauczyło się jeździć na rowerze?
- ma kłopoty z utrzymaniem równowagi?
- zaczęło mówić później niż inne dzieci?
- a może u taty, mamy lub któregoś z rodzeństwa stwierdzono dysleksję?
Do czasu pójścia do przedszkola mamy niewielką skalę porównawczą dla naszego dziecka; córka sąsiadki, dwóch kuzynów, dzieci koleżanki. Stykamy się z nimi sporadycznie, nie mając zbyt wiele czasu na przemyślenia ani zastanowienie się czy wszystko z naszą pociechą jest w porządku. Różnice między dziećmi tłumaczymy sobie odmiennością ich charakterów albo cechami dziedziczonymi po przodkach: „on po dziadku tak ma, wyrośnie z tego”, albo „to cały tatuś, też taki ślamazarny” - słyszymy często w parku lub na rodzinnym spotkaniu. Poradniki dla rodziców traktujemy zazwyczaj z przymrużeniem oka, a niepokojące pytania babci komentujemy słowem: „nadwrażliwość”. Niedociągnięcia naszej latorośli możemy zauważyć dopiero na tle większej grupy dzieci, ich osiągnięć plastycznych czy podczas wspólnej zabawy. W wieku przedszkolnym dziecko powinno bez problemu radzić sobie z prostymi układankami, puzzlami, w rysunkach wykorzystywać figury geometryczne: początkowo prostą, okrąg, później podstawowe wielokąty. Pierwsze, nieporadne litery przepisywane z gazety przez cztero- czy pięciolatka, mogą jeszcze nie mieć właściwego kierunku, pionu czy kształtu, ale jeśli taki stan będzie się utrzymywał w klasie „0”, to już jest powód do niepokoju. Naszą uwagę powinno też zwrócić opóźnienie mowy u dziecka, przekręcanie słów, przestawianie sylab, mylenie spółgłosek, np. p - b, t - d. Przed wizytą w poradni psychologiczno-pedagogicznej powinniśmy udać się z dzieckiem na kontrolę słuchu i wzroku. Powyższe symptomy mogą być zarówno zapowiedzią dysleksji, jak i niedosłuchu lub wady wzroku. Wtedy naszemu dziecku też potrzebna jest specjalistyczna pomoc, ale innego typu - medyczna. Występowanie wady wzroku czy słuchu nie wyklucza dysleksji, wręcz przeciwnie, zaburzenie niektórych ośrodków pracy mózgu, może stać się przyczyną jej powstania. U dzieci z wadami słuchu i wzroku, dysleksja może występować jako trudność wynikająca z tych upośledzeń lub istnieć jako zaburzenie towarzyszące równolegle.
Do czasu ustabilizowania się lateralizacji, czyli orientacji w schemacie ciała i przestrzeni, u dzieci z symptomami dysleksji, mówimy o grupie ryzyka dysleksji, a nie o samej dysleksji. 6 - 7 lat, to za wcześnie, żeby mówić o dysleksji, ale to nie znaczy, że nie powinniśmy działać. Specjalne ćwiczenia, zabawy, odpowiednio dobrane programy i terapia, mogą pomóc w przyszłości naszemu dziecku w nauce, po co więc martwić się na zapas czy nasze dziecko będzie dyslektykiem, czy też nie? Lepiej zacząć działać jak najwcześniej, jak tylko pojawią się pierwsze, niepokojące objawy.
Katarzyna Lewańska-Tukaj
Pedagog, specjalista w zakresie trudności w nauce


